Malarstwo

“Pejzaże przedwyborcze”, obrazy olejne na płótnie, różne formaty od 40×30 do 7×50, 2020 (niektóre dostępne)

W połowie marca, uciekając przed pandemią, opuściłam Warszawę i zamieszkałam w mazurskiej wsi Brzeźno Łyńskie. Z początkiem września wrócę do Warszawy, ale nie wykluczone, że od teraz będę sezonowo zmieniała miejsce zamieszkania. Okazuje się bowiem, że mogę tu spokojnie pracować a warunki oświetlenia i bezpośredni kontakt z przyrodą wnoszą wiele nowego do tego co tworzę. Niby banał, ale dla mnie spore odkrycie.

Pomysł wystawy na płocie po raz pierwszy padł jako żart w czasie rozmowy z sąsiadką, mieszkanką wsi, która zaciekawiona moimi rzeźbiarskimi działaniami pod chmurką zasugerowała, że byłoby wspaniale pokazać moją pracę innym mieszkańcom.

Jak większość twórców, chętnie konfrontuję się z publicznością, a odbiór i ocena prac są ważnymi elementami mojego życia, sposobem komunikacji ze światem i bodźcem do dalszej pracy. Mieszkając w dużym mieście i obracając się w środowisku osób związanych ze sztuką, mam na co dzień do czynienia z ludźmi wrażliwymi na ten rodzaj dialogu jaki zachodzi między twórcą a odbiorcą sztuki, a nierzadko wiedzącymi o sztuce znacznie więcej ode mnie i wychwytującymi wszelkie zawarte w dziele podteksty. Jak jednak na taki przekaz zareagują osoby spoza środowiska, mieszkańcy małej mazurskiej wsi? Chęć poznania odpowiedzi na to pytanie była pierwszym bodźcem do zorganizowania tej wystawy. Drugi impuls jest trudniejszy do precyzyjnego nazwania, taki siłaczkowato-judymowy i pozytywistyczny.

W czasie przedwyborczej wojny światopoglądowej Polaków, zdałam sobie sprawę, że u podstaw niemożności porozumienia pomiędzy dwoma zwaśnionymi obozami leżą często braki w szeroko rozumianej wrażliwości. Wrażliwość rodzi zrozumienie, współczucie, wyrozumiałość i czułość, o której tak pięknie mówiła Olga Tokarczuk. Brak wrażliwości budzi lęk, wrogość i agresję. Jeśli zatem jestem w stanie, nawet w minimalnym stopniu przyczynić się do rozbudzenia w kimś wrażliwości i nie pozostanę sama w tym działaniu, to może kiedyś świat będzie piękniejszy.

Od chwili, gdy podjęłam ostateczną decyzję o zorganizowaniu wystawy na płocie nagle wszystko zaczęło się samo układać. Terminy i daty innych wydarzeń, zobowiązań i obowiązków ładnie się dopasowały. Niespodziewana akcja koszenia poboczy spowodowała odsłonięcie mojego płotu wyręczając mnie z tego trudnego zadania a rozmowa w redakcji lokalnej gazety zaowocowała dwustronicowym artykułem, który ukazał się parę dni przed terminem wystawy!

Wystawa trwała dwa dni z małą przerwą na ulewę i odwiedziło mnie kilkadziesiąt osób. Byli goście z miast (z Warszawy, Olsztyna, Nidzicy, Olsztynka) i okolicznych wsi (Lipowa Kurkowskiego, Kurek a nawet z oddalonej o 60 km Płośnicy), a także letnicy różnych narodowości. Poważną grupę odwiedzających stanowili kolarze a całkowicie nowatorską i pandemicznie bezpieczną, goście w systemie drive-thru. Ci ostatni to głównie nieśmiali sąsiedzi, którzy, być może z obawy przed koniecznością wyrażenia swojej opinii, woleli uniknąć bezpośredniego kontaktu i zwolna przejeżdżając w tę i z powrotem, oglądali mnie i moje obrazy zza szyby samochodu a nasze spojrzenia i nieśmiałe uśmiechy krzyżowały się. Być może w przyszłym roku odważą się na rozmowę. Trafił się również żartowniś, który wyciągnął 2 złote i chciał tylko kupić lemoniadę, nie zważając na wiszące obok obrazy.

Na wystawę Siódme Niebo złożyły się 22 obrazy, które malowałam od początku pandemii, korzystając z izolacji jaką zapewniła mi przeprowadzka do Brzeźna Łyńskiego. Większość z prezentowanych obrazów stanowi kontynuację cyklu Uosobienia, który zapoczątkowałam w 2018 roku. Cykl Uosobienia to próba opowiedzenia o ludzkich emocjach poprzez materię koszul a w prezentowanych na wystawie obrazach można zaobserwować moje zmieniające się nastawienie do izolacji. Na wystawie Siódme Niebo zaprezentowałam też cykl 10 pejzaży, które nazwałam przedwyborczymi, jako że powstały przez 3 dni poprzedzające drugą turę wyborów prezydenckich w Polsce. Był to dziwny czas, gdy atmosferze wzajemnej wrogości i niepokoju między ludźmi towarzyszyło szaleństwo pogodowe. Z okien mojej pracowni obserwowałam zmieniające się niebo i próbowałam pochwycić i utrwalić tę zmienność. Dopełnieniem wystawy stał się autoportret w białej koszuli, bo poczułam potrzebę utrwalenia również swojego wizerunku z tego dziwnego okresu, okresu, który dla mnie stał się siódmym niebem.

______________________________________________________________

Uosobienia, cykl obrazów olejnych, różne formaty od 70×50 do 140×100, 2018-2020

 „Wzruszenia duszy wyrażane są poprzez poruszenia ciała.” –  Alberti

„Ruchy ciała powinny informować o poruszeniach umysłu.” – Leonardo da Vinci

Uosobienia to cykl opowiadający o ludzkich emocjach: rozpaczy, wstydzie, lęku, radości czy gniewie. Gdy ulegamy emocjom nie myślimy jaką przybrać postawę czy jaki wykonać gest. Nasze ciało działa automatycznie, według głęboko zakorzenionego w nas schematu. Określony bodziec każe nam ukryć w dłoniach twarz lub rozpostrzeć szeroko ramiona.

Gesty ciała są rodzajem kodu, który rozpoznaje nasza podświadomość – komunikatem, który odczytujemy zanim zobaczymy wyraz twarzy i usłyszymy słowa. Zauważamy pewien przestrzenny układ kierunków, form i napięć między nimi. Ręce wyrzucone ku górze lub zwisające bezwładnie, ciało wyprężone jak cięciwa łuku lub wiotkie, pochylone, zapadnięte do wewnątrz. To jaką postawę przybiera nasze ciało, jakie gesty wykonuje, jest tak mocno związane z przeżywanymi emocjami, że często nawet nie uświadamiamy sobie, jak bardzo powtarzalne ruchy wykonujemy poddani takim samym bodźcom.

Leonardo da Vinci radził adeptom sztuki, żeby kreując wizerunek człowieka zadbali o odpowiedni ruch ciała. Tylko wówczas widz jest w stanie prawidłowo odczytać „poruszenia umysłu” przedstawianej postaci.

Patrząc na drugiego człowieka, widzimy tak naprawdę kształt okrywającego go ubrania, gdyż człowiek nagi jawi nam się rzadko, a na co dzień spotykamy ludzi odzianych. Ubranie tylko powtarza nasze gesty. Pozbawione cielesności ubranie może uwieść nasze zmysły, tak iż widzimy postać tam, gdzie tylko powiewa na wietrze koszula.

Właśnie ta obserwacja stanowiła punkt wyjścia całego cyklu Uosobienia. Jest on następstwem cyklu Miejska Neuroza, w którym bohaterem i motywem powtarzającym się był podwórkowy trzepak. Pod wpływem zasłyszanej opowieści o suszeniu koszul na podwórkowym trzepaku, rozwiesiłam białe koszule i obserwowałam jak targane wiatrem, przybierały różne pozy i wykonywały gesty. Uniwersalność gestu i zrozumienie zawartego w nim kodu, każe zastanowić się nad fenomenem postrzegania i mechanizmem, który pozwala nam odczytać ludzkie emocje z przedmiotu. Bo postrzeganie to coś zupełnie innego niż widzenie. Widzimy koszulę, ale postrzegamy cierpienie. Widzimy koszulę, ale postrzegamy ekstazę. Koszula ma bardzo bogatą symbolikę a szczególnie koszula biała. Już samo zestawienie jej z czerwienią tła staje się opowieścią o bólu, cierpieniu i śmierci.

Rozważania nad uosobionymi koszulami nieuchronnie prowadzą do stwierdzenia, że dla postrzegania, niezależnie co przedstawia dzieło sztuki, kluczowe znaczenie ma na pozór magiczny kod zapisany wzajemną relacją kierunków, form, ciężarów i kolorów. Z tego kodu odczytujemy „wzruszenia duszy”.

______________________________________________________________

Miejska neuroza

“Jeżeli wierzyć francuskiemu biskupowi Bossuetowi pierwsze miasto założył Kain, żeby mieć gdzie głuszyć wyrzuty sumienia. Być może to nieprawda, ale wspaniale tłumaczy nasze miejskie neurozy i nadaje im symboliczne umocowanie. W tej perspektywie wszyscy bowiem jesteśmy dziedzicami tego pierwszego zbrodniarza w historii i jednocześnie pierwszego mieszczucha. A do tego każdy z nas nosi w sobie ślady owej pierwotnej winy, tego sui generis „grzechu pierworodnego” mieszczaństwa. Ojcowie jedli kwaśne winogrona, dzieci mają popsute zęby…”

Jacek Zalewski, fragm. recenzji z katalogu wystawy „Odniesienia Analogie Ogniwa”, Lublin V 2018

„Nikt nie lubi pokazywać ciemnej strony swojej natury. Jednak dla artystów najbardziej interesujące jest odkrywanie tego, co inni woleliby schować. Olga Prokop-Miśniakiewicz zgłębia temat człowieka we współczesnym świecie, niejednokrotnie samotnego, zagubionego w miejskiej przestrzeni. Odkrywa zakamarki jego duszy i ujawnia najmroczniejsze tajemnice. Jej sztuka nie dzieli tego, co jest nierozłączne. Pokazuje emocje, a jednocześnie jest mocno związana z cielesnością i skrywanymi pragnieniami; koncentruje się wokół ludzkiej postaci, nawet jeśli nieobecnej na obrazie, jednak wyraźnie wyczuwalnej. Obrazy Olgi Prokop -Miśniakiewicz są niezwykle wciągające i zmuszają odbiorcę do głębokiej refleksji nad naszą egzystencją.

Agnieszka Stróżyk, kurator wystawy „Miejska Neuroza”

______________________________________________________________

Droga czterech bram, cykl obrazów olejnych, 2017- 2018

Cykl zawdzięczam pobytowi na plenerze w Krakowie i zakwaterowaniu w Seminarium Duchownym Ojców Zmartwychwstańców. Charakter obiektu, specyficzna atmosfera i skupienie na pracy twórczej, zaowocowały pierwszymi szkicami. Szczególną uwagę przyciągały niby-schody widoczne z wewnętrznego dziedzińca i ich zupełnie nieużytkowy charakter. Nowy sens, nadało im wyjęcie z oczywistego kontekstu i to właśnie stało się dla mnie inspiracją do stworzenia cyklu obrazów opowiadających o życiowej drodze człowieka. Zarówno tej duchowej, związanej z przemianą, z przechodzeniem przez różne stopnie poznania, jak i tej materialnej, czysto biologicznej drodze przez życie.

______________________________________________________________

Punkt widzenia, cykl obrazów olejnych, formaty 80×60, 100×140, 100×80, 2016-2017

______________________________________________________________

Zespolenie, cykl obrazów olejnych, 100×80, 2014  (-)

______________________________________________________________

Dodaj komentarz